Sierpniowa Jesień…

dodany przez barbra-belt dnia 31 sierpnia 2010

Możliwe tylko w Polsce - jesień w sierpniu ! Jest zimno, wilgotno i NIEPRZYJEMNIE. Jedyne co dzisiaj cały dzień chodziło mi po głowie to KOŁDRA i nasuwająca się czynność w postaci schowania się pod nią. Śmiem stwierdzić paranormalność faktu, że w niektórych miejscach już włączono ogrzewanie bo w budynkach było tak zimno. Jestem przeciwniczką jesieni - tym bardziej wtedy, kiedy zastępuje lato, które akurat powinno być w pełni. Jest to o tyle rozczarowujące, że jeszcze tydzień temu prażyłam się na krakowskim ryneczku, chodząc w małych ciuszkach, a mimo to nie mogąc znieść upału. Dzisiaj owijam się mocniej szalikiem i marzę o kaloszach.

Cechą charakterystyczną naszej pięknej Polski są nie tylko anomalia pogodowe, ale także całkiem porąbane PKP. Musiałam taszczyć ze sobą walizki podczas spacerku po Krakowie, ponieważ przechowalnie bagażu były przepełnione. Dodatkowo skrytka samoobsługowa połknęła mi 10 zł… Rozkosznie. Ale z tego jestem znana, że jak humor mam dobry to nic go nie popsuje. Dlatego mimo wszystko korzystałam z uroków pięknego dnia, hasając tu i tam. Z dzikim bagażem swoim i mojej towarzyszki, ale przecież kto miałby dać radę jak nie ja :P

dsc06104

Jak widać źle mi nie było, a wręcz euforycznie !

dsc06109

Trafiłam na idealny dzień. Stragany, straganiki okazały się moim żywiołem - cudowne ręcznie robione różności, starocie, ludowe dodatki SZAŁ. Dodatkowo obiad na starówce, lody z malinami eh… co tu dużo gadać było PERFEKCYJNIE.

Z rozrzewnieniem wspominam ten dzień, leżąc pod upragnioną kołdrą. Za oknem dziki deszcz i dudniący wiatr, które  wyjątkowo mnie odstraszają, ale chyba mimo wszystko skoczę do McDonald’s na jakiś powiększony zestaw :D

23 Komentarze więcej...

Nocne wojaże…

dodany przez barbra-belt dnia 25 sierpnia 2010

Może nie dotarłam na Muse, ale dałam radę dotrzeć na rynek pięknego Krakowa, gdzie buzowało życie nocne. W weekend, kiedy ludzie stadami zjechali się na Coke było szczególnie tłoczno. Klubowe życie Krakowa jest dość podobne do Warszawskiego - jedne miejsca są turbo lansernią, inne są bardziej offowe, a jeszcze inne zalatują pseudo włochem i blond landryną. Jest różnie - jest ciekawie :] Całą noc spędziłam maszerując to tu to tam, spotykając mnóstwo ludzi, gadając, tańcząc i tak niepostrzeżenie okazało się, że nadszedł smutny moment zamknięcia klubów… Kiedy przed 7 barmani przestali wydawać napoje ja i moja kompanka wpadłyśmy w panikę pod tytułem ,,co-teraz-bo-my-chcemy-jeszcze” (bo jak wiadomo z poprzedniego wpisu nieźle wyspałyśmy się przed wyjściem). Zapytałyśmy barmanów gdzie jeszcze można pobawić się w Krakowie. Wymienili nam jakąś lokalizację, która na obczyźnie NIC nam nie mówiła. Dlatego namówiłam jednego z panów by wykazał się geodezyjnym talentem i wyrysował nam trasę do punktu X. Tak powstała mapa, po której twardo stąpałam w kierunku afterowni.

Barbara Pasek

Mapa choć prosta, okazała się wyjątkowo profesjonalna bo trafiłyśmy szybko i bezboleśnie.

dsc06090

Niestety fakt trafienia nie gwarantował kontynuacji imprezy. Okazało się, że wskazane miejsce również się wyludniło. Tak więc nie zostało nam nic innego jak spożytkować naszą energię w inny sposób. Padło na robienie dużej ilości zdjęć, które okazały się raczej do niczego :] Jednak jedno rozczuliło moje serce - idealna kompozycja elementów najistotniejszych w stroju kobiety.

To co kobieta powinna mieć na pewno - ukochane baleriny i ukochaną torebeczkę do kompletu.

dsc06098

Następnie nie pozostało nam nic innego jak kierować się do łóżek w naszym wynajętym mieszkanku. Szkoda bo miałam ochotę na jeszcze i nie lubię zasypiać przy słońcu kiedy nie jestem zmęczona ALE z drugiej strony dobrze bo miałyśmy energię na kolejny aktywny dzień. Piękny, uroczy dzień na Krakowskiej starówce…

7 Komentarze więcej...

Plenerowo w KRK…

dodany przez barbra-belt dnia 23 sierpnia 2010

Weekend u Smoka wawelskiego był idealny !!! Nawet pobudka o 4 rano nie zniszczyła uroku tych 2 boskich dni. Pierwszym punktem w planie krakowskiej rozrywki to impreza plenerowa w klubie Fabryka (a właściwie na trawie obok klubu). Idea była prosta - leżaczki, kocyki, siatkówka, badminton, drinki, grill, DJ, słoneczko i świeże powietrze. Dawno nie zarejestrowałam aż tak potężnego relaksu.

dsc_0096

Leżakowanie jest rozkoszną formą spędzania wolnego czasu. Szczególnie w takiej atmosferze i towarzystwie. Dodatkowo raz na jakiś czas bryza ze zraszacza raczyła dosięgnąć moją rozpaloną słońcem postać i było jeszcze lepiej. Relaks i nie najmądrzejsze pomysły…

dsc02116

Było tak błogo, że po powrocie do naszego miejsca noclegu padliśmy do łóżek. Drzemka miała trwać pół godzinki. Trwała 3 godziny co spowodowało, że przespaliśmy koncert Muse i nie dotarliśmy na Coke :P Całkiem zabawne biorąc pod uwagę, że był to jeden z głównych celów wyjazdu. Ale nie żałuję bo dalsza część pobytu była równie, bądź bardziej fascynująca co skakanie pod sceną.

Ciąg dalszy nastąpi :]

7 Komentarze więcej...

Tam gdzie smok wawelski…

dodany przez barbra-belt dnia 20 sierpnia 2010

Zdecydowanie w te wakacje nie mogę usiedzieć spokojnie w jednym miejscu. Biorąc pod uwagę, że sezon helowy dobiegł końca muszę załatać sobie ten brak jakąś inną aktywnością. I właśnie dlatego jutro o 4.30 w nocy znajduję na kompasie kierunek południe i pędzę do Krakowa. Planów jest mnóstwo, a które zdążę zrealizować to się okaże. Zaryzykuję jednak stwierdzeniem, że nie będę zwiedzała Wawelu, ani zagłębiała się w muzealne obiekty, a wyląduję na kilku imprezach. No cóż - fakty są faktami, młodość ciągnie do tego typu rozrywki :P W planach na pewno są co najmniej 2 imprezki plenerowe - jedna w dzień, a druga bliżej wieczora. Dla tych bardziej zorientowanych w tym co i jak w festiwalowym świecie - dziś zaczął się Coke Live Festival. I tam prawdopodobnie wyląduję jutro :]

coke

Jestem niespakowana, ubrania mam w większości niewyprane jeszcze po maratonach na półwysep i nie mam nawet wizji co powinnam ze sobą zabrać (oprócz koca i głośników). Całkowita organizacja, która wskazuje na to, że dzisiaj chyba sen nie będzie mi dany :]

5 Komentarze więcej...

I love Hel…

dodany przez barbra-belt dnia 11 sierpnia 2010

W tym roku mój wakacyjny ,,wypoczynek” jest specyficzny. Niestety bądź stety (biorąc pod uwagę co robię zamiast tego)  żadnych egzotycznych / międzykontynentalnych podróży w moim wykonaniu. Przyczyny ? Różne. Głównie brak czasu spowodowany najpierw obroną, potem egzaminami na studia, a teraz pracą. W związku z tym oprócz tygodniowego wypoczynku zostają mi tylko weekendy, które bardzo intensywnie spędzam na boskim Helu.

Wygląda to tak: w piątek w godzinach popracowych wesoły samochodzik wypełniony po brzegi rusza w kierunku półwyspu. Na miejscu jesteśmy około północy. Kiedy tylko docieramy do przyczepy odświeżamy się i kierujemy do Solara czyli klubu na plaży, który jest najbliżej naszego campingu. I tak do rana… w końcu po co marnować czas na spanie skoro jest go tak mało :] Cały weekend spędzamy aktywnie / leniwie w zależności od aktualnych preferencji. Powrót następuje w nocy z niedzieli na poniedziałek i tak co tydzień. Przyznam, że oprócz tego, że UWIELBIAM te wyjazdy to jestem tym trybem bardzo zmęczona, ale dam radę - do końca sezonu już niedługo :]

Hel jest idealnym miejscem dla wszystkich chcących uprawiać wszelkie formy sportów wodnych, jednak mi w tym roku WCALE nie udało się z tego skorzystać. Niestety mojemu instruktorowi w dzień mojego przyjazdu (na tydzień) wypadł dysk ! Dodatkowo pogoda była raczej nieprzewidywalna, dlatego wolałam nie machać żaglem na wodzie, kiedy burza permanentnie wisiała nad zatoką :] Ale co się odwlecze to nie uciecze jak mówią prababki, dlatego nauka windsurfingu (bo do tego zapałałam namiętnością) jeszcze przede mną.

Zachody słońca ubóstwiam prawie tak samo jak wschody. Szczególnie gdy na horyzoncie windsurfing się toczy…

dsc05655

Wieczory na plaży to dla mnie wybitny relaks. Chciałabym kiedyś mieszkać gdzieś na wybrzeżu i po dniu pracy móc zresetować się przy szumiącej wodzie - idealnie !

W gorsze pogodowo dni również nie rezygnowałam z plaży, ale organizowałam to w nieco innej formie - dobre towarzystwo, leżaki, ciepłe ubrania, śpiwór do przykrycia i piwko z sokiem. Ciepło, smacznie, orzeźwiająco - polecam.

dsc05482

Mimo wszystko plaża najbardziej satysfakcjonuje w słońcu. Dlatego każdy promień tego fantastycznego zjawiska trzeba wykorzystywać. Kiedy inni ubierają się chroniąc się przed wiatrem ja poluję na UV :P

dsc05642

A wieczorową porą… Ja, znajomi i tradycyjnie J&B. Moja namiętność do tej whisky jest znana już wszystkim z mojego otoczenia - ze spritem i lodem… rozkosz :] Ale zawsze ODPOWIEDZIALNIE zgodnie z dewizą marki ! :P

dsc05802

Imprezy na Helu są cudowne bo: nikt dziwnie nie patrzy jak się nie wystroję ani nawet nie umaluję, są spontaniczne, na plaży (!), a do miejsca snu można przemieścić się pieszo. Komplet cech idealnej imprezy.

dsc05573

Byle w towarzystwie, z którym można robić wszystko albo nic, a i tak jest doskonale :D

dsc05609

A poranki po imprezie (bo nocą już tego nazwać nie można) zazwyczaj mają jakiś interesujący przebieg. Kiedyś nakręcę o tym film bo warto, ale póki co zdjęć nie publikuje bo nie warto pokazywać aż tyle :D

dsc05450

Fakt jest taki, że tegoroczne wakacje w moim wykonaniu są specyficzne. Zamiast wakacji w USA czy jakimś turystycznym kurorcie zagranicznym (jak odbywa się to najczęściej) kursuję w przepełnionym samochodzie na koniec Polski, żeby spać na dmuchanym materacu w przedsionku przyczepy, zawinięta w śpiwór i korzystam z publicznej toalety żeby wziąć prysznic :P I wiecie co ?? Jest równie pięknie (jak nie piękniej) niż w iluśtamgwiazdowych hotelach. Za to właśnie kocham Chałupy :]

Reasumując egzotyki w Polsce nie ma ale można sobie ją zorganizować.

dsc05957

Jak myślicie, gdzie spędzę nadchodzący weekend ?? :]

24 Komentarze więcej...

Akcja krzyż…

dodany przez barbra-belt dnia 10 sierpnia 2010

Niby lato, niby wakacje, a ja funkcjonuję w pośpiechu i na najwyższych obrotach. Mimo tego, że nie mam na nic wolnej chwili to jeszcze dorzucam sobie kolejne zajęcia, którym nie mogę się oprzeć. Tak było między innymi wczoraj. Otóż marzyłam o tym żeby położyć się o 22 max 23 i w końcu się wyspać. Wzięłam kąpiel, położyłam do łóżka i około 22.30 włączyłam komputer żeby sprawdzić ostatnie maile i zbadać co dzieje się na świecie i… tak trafiłam na rzut widoku spod pałacu prezydenckiego, gdzie już zbierały się tłumy ludzi na ,,Akcję Krzyż”. Nie trzeba być cyganką czytającą z ręki żeby zgadnąć co było dalej…

Założyłam cokolwiek leżącego na wierzchu i wystrzeliłam jak z procy kierując się do centrum. Trafiłam na najbardziej niezrozumiałą akcję w jakiej kiedykolwiek uczestniczyłam, a do tego historyczną. Początkowo myślałam, że będzie to polityczna przepychanka na słowa i agresywna walka o krzyż. Na szczęście pomyliłam się jak nigdy dotąd. Był to absolutnie pozytywny zlot ludzi, którzy chcieli pokazać, że polityka - polityką, krzyż - krzyżem, ale przede wszystkim, że społeczeństwo polskie nie wygląda jak ta mocno fanatyczna ekipa, która ,,za ten krzyż może umrzeć”. Mnóstwo inicjatyw, dużo zaskakujących i absurdalnych pomysłów i ogólnie bardzo przyjazna atmosfera sprawiły, że moim zdaniem ta akcja to wielki sukces - udowodniła, że Polska to nie dewotki, nie politycy bojący się o własne tyłki, tylko kawał fajnego, pozytywnego społeczeństwa, które ma już dosyć bycia postrzeganym jak zaścianek.

Moim faworytem tego wieczoru był chłopak maszerujący między tłumem z kartką ,,Uwolnić Paris Hilton”. Uważam, że  ta scenka idealnie charakteryzowała całe spotkanie - chodziło o to żeby wyśmiać absurd, który w ostatnim czasie miał miejsce w Polsce - myślę, że udało się to zrobić fajnie, z klasą i ,,po studencku” bo wyglądało to trochę jak juwenalia. Naturalnie pojawiły się jednostki pijane, lekko agresywne, ale niestety tego się nie ominie - zawsze trafi się jakiś oszołom w stylu pseudo-kibic. Szkoda tylko, że w mediach potrafią trąbić właśnie tylko o tych nielicznych przypadkach - ,,6 osób na izbie wytrzeźwień”, ,,agresywna przepychanka” itd itp. Jedna przepychanka i 6 pijanych osób na wielotysięczne zbiorowisko to naprawdę statystycznie minimalnie. Szkoda, że nie potrafią mówić o pozytywnej atmosferze, fajnej inicjatywie i kreatywności. Cóż… media rządzą się prawem sensacji, a sensancją przecież nie jest to, ze coś było miłe i przyjemne :]

Naturalnie planowana godzina snu uległa mocnemu przesunięciu - kolejny dzień z rzędu nie udało mi się wyspać, ale NIE ŻAŁUJĘ :]

6 Komentarze więcej...

Never say no to Panda…

dodany przez barbra-belt dnia 02 sierpnia 2010

Wiem, wiem - zaniedbałam trochę moje blogowe dziecko, ale będąc na Helu ciężko jest myśleć o czymkolwiek innym niż o Helu :] Przygotowuję dla Was soczysto-urlopową fotorelację, ale biorąc pod uwagę, że wróciłam dzisiaj o 2 w nocy nie znalazłam jeszcze na to wystarczająco dużo czasu. Dlatego w ramach rekompensaty podrzucam Wam reklamę którą odkryłam niedawno i jestem w niej bezgranicznie zakochana. Gdyby ten serek był sprzedawany w Polsce jego zapas leżałby stale w mojej lodówce :D

Never say no to Panda !


11 Komentarze więcej...

Emporio Majdani…

dodany przez barbra-belt dnia 24 lipca 2010

Czasami jestem wyjątkowo dumna z kraju, w którym mieszkam, a czasem przaśność polskiego społeczeństwa znacząco przekracza moją tolerancję. Dzisiaj siedząc w przyczepie, która jest topowym azylem na deszczowe doby na półwyspie - złapałam w ręce Politykę. Przeglądając trafiłam na teksty Kuby Wojewódzkiego w rubryce Kronika Popkultury - tradycyjnie mocno ironiczne i nie ukrywajmy trafne. Jeden z newsów zmiótł mnie z nóg - według autora na rynku pojawi się woda toaletowa o nazwie Emporio Majdani, która oczywiście ma związek z osobą polskiego piłkarza - Radka Majdana. Nie potępiam inicjatywy - wychodzę z założenia, że jeżeli jest szansa zarobienia na czym co nie szkodzi nikomu i jest w granicach moralności to nie mam nic do tego. Jedyne co szokuje mnie w tej całej historii to to, że wprowadzenie nowego produktu na rynek zawsze poprzedzane jest badaniami marketingowymi, które wyrażają preferencje grupy docelowej. I tu pojawia się moje wielkie WOW. Okazuje się, że musi istnieć (i to całkiem nie mały) segment rynku, którego do granic możliwości słomiasta nazwa EMPORIO MAJDANI pociąga, interesuje, skłania do zakupu i kojarzy się z prestiżem. Cierpię, cierpię, cierpię i nie rozumiem. Szczerze to dawno nic mnie tak nie zdziwiło - do teraz mam nadzieję, że to tylko wstrząsający i trafny żarcik autora…

Gazetę odłożyłam i oddaję się w ramiona aury Chałup. Muszę odstresować się po tym szoku kulturowym :P

74 Komentarze więcej...

Etapy, etapy, etapy…

dodany przez barbra-belt dnia 20 lipca 2010

Kolejny etap w Barbrowym życiu dobiegł końca. Otóż wczoraj zakończyłam edukację na studiach I stopnia broniąc pracę licencjacką i naturalnie przeszło mi przez głowę milion refleksji. Po pierwsze czas leci strasznie szybko (pamiętam jak chwilę temu podniecałam się przywiezionymi z USA notatnikami i rozplanowywałam, w którym będę miała notatki z ćwiczeń, a w którym z wykładów - na pierwszym roku oczywiście :P). Po drugie stwierdzam, że jest absolutnie niesamowite jak człowiek potrafi zmienić się w ciągu niby krótkich 3 lat. Mało kto ma możliwość obserwować samego siebie - dlatego też większość osób twierdzi, że się nie zmienia. Ja natomiast tworząc tego bloga mam niepowtarzalną możliwość obserwować zmiany swoich poglądów/postaw/zachowań, a przede wszystkim dojrzałości. Muszę przyznać, że wyprowadzenie się z domu, pójście na studia, rozpoczęcie życia i pracy w nowym miejscu zmieniło mnie prawie nie do poznania. Czy na lepsze ?? Moim zdaniem tak  -  mocniejszy charakter, twardy tyłek, zdrowa wiara we własne możliwości i pokora - kilku z tych cech wcześniej nie było bądź dopiero się rodziły :] Ciekawe co będzie za kolejne 3 lata… chyba powinnam zacząć obawiać się, że przepoczwarzę się w buddystkę, hipiskę lub zakonnicę skoro zmiany zachodzą tak szybko :P Poczekamy, popiszemy, zobaczymy…

Wracając do dnia obrony. Oczywiście stres towarzyszył mi już od pierwszego porannego(budzącego mnie) telefonu z życzeniem powodzenia. Jednak mój stres był chyba niczym w porównaniu ze stresem niektórych osób czekających jak na ścięcie :P Niektórzy mają tak, ze w sytuacji stresowej wszystko ucieka im z głowy i nie potrafią wykrztusić nawet wyrazu - ja mam na odwrót, w sytuacji stresowej mam maksymalną mobilizację umysłu i nawet jak nie znam odpowiedzi na zadawane mi pytanie to odpowiem tak, że pytający nie zorientuje się, że ominęłam meritum :P Cenna umiejętność nabyta podczas nagrań do programów - jak nie wiesz co mówić mów cokolwiek byle pewnym tonem :P W związku z tym mój stres był umiarkowany - wiedziałam, że dam radę, tym bardziej, że pracę znałam od A do Z, a wiedzę na studiach przyswoiłam aż do Ż :]

Do tego wszystkiego czułam się dobrze bo wyglądałam po swojemu - a nic nie daje kobiecie poczucia komfortu jak to, że czuje się sobą w swoim stroju :]

dsc05266

Marynarka - którą kocham, szukałam takiej z pół roku i upolowałam za grosze w H&M. Pumpy - wiem, że nie kojarzą się z elegancją, ale ja zrobiłam tam, ze elegancko było :] Baleriny - ostatnio ze szpilkami gniewamy się na siebie i wolę oddawać się w wyrozumiałe objęcia płaskich butów. Całość wyglądała  BARBROWO, co jest priorytetem w każdym moim stroju :]

Po stresach egzaminacyjnych, które zakończyły się spektakularnym 5 mogłam się wyluzować. Przy okazji fotografując się z moja pierwszą książką w życiu :D A o czym pisała Barbra ?? O ograniczeniach w promocji alkoholi na podstawie mojej ulubionej whisky J&B. Bagatelka 90 stron :P

dsc05289

Czas pędzi… trochę to smutne, ale po każdym etapie zaczyna się kolejny. Moim kolejnym etapem będzie dzienne studiowanie na UW - zobaczymy, czy zapałam miłością do tej uczelni, czy ją znienawidzę :P

Wybaczcie - znikam oblewać swój sukces !!!

57 Komentarze więcej...

Europride…

dodany przez barbra-belt dnia 17 lipca 2010

Jestem dumna z miasta, w którym mieszkam, a nawet trochę z kraju, który zrobił wielki krok w kategorii - ,,w kierunku pozbycia się ciasnoty umysłu”. Szczerze powiedziawszy byłam w szoku, kiedy dowiedziałam się, że przez Warszawę przejdzie wielka, europejska parada homoseksualistów. W naszym jakby nie było konserwatywnym kraju i jakby nie było mocno katolickim kraju i jakby nie było staroświeckim kraju - takie rzeczy wcześniej się nie zdarzały. Oczywiście miały miejsce małe parady, ale nic na tak wielką skalę. Cierpię niezmiernie, że nie będę mogła tego dzisiaj zobaczyć (jestem poza Warszawą), ale na wieczór już dotrę i nie omieszkam odwiedzić centrum stolicy podczas gorączki sobotniej nocy bo z pewnością będzie kolorowo od przyjezdnych gejów i lesbijek z całej europy. Dlaczego jestem za takimi akcjami ?? Uważam, że każdy ma prawo do wolności, miłości i życia zgodnie z osobisty poczuciem tożsamości i cieszę się, że w Polsce zaczyna się to rozumieć. Rozumieć, że homoseksualizm to nie choroba, nie zboczenie, ani dewiacja tylko stan, z którym człowiek się rodzi. Oczywiście można mieć obiekcje co do moralności seksualnej niektórych gejów, ale nie ukrywajmy - z tą samą moralnością u osób heteroseksualnych bywa tak samo patologicznie.

Bawią mnie debaty w TVN24 o tym kto jest za, kto jest przeciw i dlaczego. Nie rozumiem z jakiego powodu ktoś zupełnie obcy posuwa się do oceny czyjegoś życia i cudzych  wyborów twierdząc, że homoseksualizm jest ,,nienormalny i wbrew naturze”. Zależy jeszcze dla kogo nienormalny i wbrew czyjej naturze. Natomiast jestem wielką fanką ruchu katolickiego, który na trasie parady będzie rozdawał ulotki o treści ,,Nie chcę potępić, chcę zbawić”. A zbawić od czego ?? Od niczego innego jak od grzechu swojej błędnej orientacji… i tak w kółko :]

Podsumowując - jestem dumna, że nasza piękna Polska zaczyna uczyć się szerszego spojrzenia na rzeczywistość i tego, że każdy człowiek ma prawo do swojego osobistego szczęścia - jakie by ono nie było !

A na deserek - Geje nie tylko w Europie, nie tylko w Polsce, nie tylko w krajach liberalnie nastawionych do tematyki homoseksualizmu. Panowie policjanci na egipskiej ziemi też kochają ,,inaczej” :]

para-2

para-3

:]

18 Komentarze więcej...

Pół-morzem Pół-festiwalem…

dodany przez barbra-belt dnia 15 lipca 2010

Tak dokładnie było - pół na pół, pełna równowaga. Do godziny 17 plaża, piasek, brudne morze, a od 18 festiwal. Jeżeli chodzi o brudny Bałtyk to w tym roku przebił wszystko (przynajmniej na plaży w Gdyni). Przy brzegu była 3 metrowa strefa pieniącego się syfu :/ Mimo to delektowałam się urokiem plażowania.

Zimne piwko… idealnie

34328_141501322526975_100000013237223_406919_5878998_n

Quiz - gdzie jest Barbra ? Na plaży każdy wygląda tak samo….

34634_141500002527107_100000013237223_406911_3046712_n

A po plaży oczywiście Heineken Opener Festival !!! Co jest najlepsze w tym festiwalu ? Myślę, że różnorodność stylów muzycznych i klimat, który tworzą ludzie. Mój p0odstawowy zarzut do polskiej mentalności (od zawsze) to fakt, że  ludzie są negatywnie nastawieni do relacji z innymi. Nastawienie jest takie, że jak ktoś mówi ,,cześć” na ulicy, a jest nieznajomym to albo a) chce okraść b) chce poderwać c) pomylił z kimś innym.  Wszyscy tłamszą się we własnych, hermetycznych gronach i rzadko spontanicznie poznają osoby ,,z zewnątrz”. Klimat Openera zupełnie zaprzecza tej polskiej mentalności - wszyscy są otwarci, rozmawiają, poznają się, razem imprezują. Bezcenne :]

Biegając tu i tam…

nowy-obraz

Różnorodność muzyczna przeplatała się z różnorodnością dziwnych, kreatywnych inicjatyw…

37401_141507585859682_100000013237223_407007_459153_n

Jest tak piękna pogoda, że cierpię niezmiernie, że nie ma mnie nad morzem. Ale jeszcze chwila, obrona mojej spektakularnej pracy dyplomowej i będę smażyć się na plaży NIEUSTANNIE… przez tydzień :P

12 Komentarze więcej...

Opener nocą nietypową…

dodany przez barbra-belt dnia 12 lipca 2010

Przeglądając zdjęcia z wyjazdu zaczęłam wybierać te, które są niezbędne do opisania tego co opisać bym chciała. Wyszło ich ze 3o, więc po pierwsze zrobię to turami, po drugie - większa część jednak trafi bez opisów do albumu (nazwijmy go umownie  ,,rodzinnym” :P).

Jeden z wieczorów Openerowych był dziwny i nietypowy. Otóż wcale nie miałam zamiaru  zostawać na terenie festiwalu tylko grzecznie wrócić do hotelu i tam  (wciąż grzecznie) organizować dalszą część nocy. Skończyło się tak, że do hotelu dotarłam w pełnym słońcu, a na festiwalu oczywiście zostałam przy okazji włamując się w kilka miejsc :P

Razem z pokaźną grupką, którą wręcz można nazwać wycieczką postanowiliśmy iść do ,,Czerwonego namiotu” ponieważ grali tam muzykę klubową, na którą pojawiła się w naszych młodych organizmach nieodparta chęć. Umownie nazwaliśmy to miejsce  ,,Utopią” :P Niestety kiedy dotarliśmy do punktu X okazało się, że od 20 minut nie wpuszczają nikogo, a przed wejściem czeka już w kolejce dzikie stado ludzi. W związku z tym musieliśmy stworzyć plan B. Obeszliśmy namiot dookoła - legitymując się plakietkami Fashionera i zarzekając się, że pracujemy właśnie w czerwonym namiocie, przekonaliśmy ochroniarza żeby wpuścił nas za namiot. Tam znaleźliśmy tylne wejście, które prowadziło do zaplecza strefy. Idąc bardzo wąskim korytarzem między kablami i wszelkim możliwym oprzyrządowaniem czuliśmy już nadchodzącą falę imprezy. Niestety kiedy doszliśmy do końca tunelu okazało się, że przejścia NIE MA. Nie myśląc długo rozdarliśmy część namiotu, która dzieliła nas od parkietu, zrobiliśmy małą dziurkę i każdy po kolei wpełzaliśmy do głównej strefy. Wyobraźcie sobie zdziwko bawiących się ludzi, kiedy spod ziemi nagle pojawiało się stado turlających się ludzi :P

Barbra przygotowująca się do ataku…

p6040047

Ostatecznie ponieśliśmy wielkie zwycięstwo - cel osiągnięty. Potem działo się wiele lub jeszcze więcej.

Po wielu godzinach trzeba było opuścić teren festiwalu i kierować się do wyjścia. Moja obserwacja z tamtego momentu był tylko jedna SYF. Ilość kubków porzuconych przez ludzi była dzika. Wyglądało to mniej więcej tak - choć to zdjęcia było zrobione trochę wcześniej, kiedy stosy jeszcze nie były tak spektakularne.

kubki

Następnym krokiem był powrót do hotelu przy pomocy autobusu festiwalowego. Było cudownie chociaż w życiu nie jechałam w takim ścisku. Drzwi w ogóle się nie otwierały - udało się dopiero na przystanku końcowym, kiedy wszyscy bardzo się postarali. Plus był taki, że nie trzeba było trzymać się niczego bo nawet na zakrętach zawartość autobusu wcale się nie poruszała :D

p6040060

Ostatecznie wylądowałam na plaży o wschodzie słońca - wiecie, że to uwielbiam.

dsc05098

Było najlepiej w kategorii poranek, a jedyne co było słychać to ,,fal szum”… Cudownie…

Była to zdecydowanie najdziwniejsza noc festiwalowa w moim wykonaniu, z której wróciłam tak brudna jak nigdy w życiu - cała w smarze i syfie z podłogi Czerwonego namiotu, w piachu z poranka i otoczona zapachem ,,zmęczenia” wszystkich osób z autobusu, plus oblana piwkiem. Historia kilku godzin wypisała się na mnie jak na obrazku - idealnie :P

14 Komentarze więcej...

Zmiana @…

dodany przez barbra-belt dnia 11 lipca 2010

Dla wszystkich zainteresowanych - zmieniłam adres poczty blogowej. Oczywiście jest podany w zakładce ,,kontakt”, ale biorąc pod uwagę, że niektóre osoby miały mnie już w książce adresowej muszę ogłosić to bardzo wyraźnie :] Aktualny to barbrabelt@gmail.com .

Tradycyjnie wszystkie wnioski, zażalenia, sugestie i refleksje są mile widziane.

2 Komentarze więcej...

Opener okiem Fashionera…

dodany przez barbra-belt dnia 08 lipca 2010

Mam nadzieję, że nie grozi mi wirtualne ukamienowanie za przerwę w pisaniu i brak relacji… Czekałam na niezbędny materiał zdjęciowy żeby (jakby nie patrzeć) FOTOblog miał pełnowartościową zawartość :] W związku z tym, że już mam - startuję.

W pierwszej kolejności Opener, ale okiem Fashionera, gdzie aktywizowałam się najbardziej. W tym roku swoje kolekcje pokazywało 9 projektantów - młodych, zdolnych, utalentowanych z dużą dawką kreatywnych pomysłów. Największe emocje ubraniowe wzbudziły we mnie projekty Iskierka Sisters (MissSpark), Michała Szulca, oraz Cock’nbullstory. Zachęcam do zapoznania się z tymi projektantami bo:  można kupić dobre jakościowo ubrania, które wydawane są małymi seriami (nikt nie będzie takich miał), a ceny są porównywalne do Zary, czy Top Shopu, w których ubierają się wszyscy.

Pokazy trwały od 20 do 24 - co pół godziny. W tym czasie trzeba było nas przemalować, przebrać i zmienić fryzury (czujcie dramat moich włosów - 7 fryzur dziennie przez 4 dni = 28 szarpań włosów !!!!) Barbra analizująca szkody.

dsc_1163

Zmiany make-up’u też bywały mordercze. Tym bardziej, kiedy z białych plam na oczach i ustach trzeba było przejść w smoky eyes.

dsc_1177

Bywały momenty, że można było chwilę odpocząć i udzielać się towarzysko. Ale to tylko chwile…

Barbara Pasek

Swoją drogą chcę znaleźć podobne oprawki (tylko ciemne) żeby wstawić w nie szkła korekcyjne. W końcu coś pasującego do mojej nie najwęższej buzi :P

dsc05154

Zdarzały się stroje, których nie rozumiałam…

dsc05135

I makijaże, których nawet nie chciałam zrozumieć…

dsc05160

Przed pokazami panował całkowity brak koncentracji… :] Bo jak tu brać wszystko na poważnie, kiedy wychodzi się na wybieg po raz 20 tego dnia.

W projektach Michała Szulca - polecam (wysoka jakość materiałów, ciekawe kroje)

z-justi

Prawdziwa wpada towarzyska - te same sukienki na jednej imprezie. Tym razem wpady nie było bo drugą sukienkę nosiła projektantka, której zdecydowanie się to należało (bardziej niż mi) :P Z Agnieszką Iskierką (MissSpark).

dsc_1151

Było idealnie… dużo nowych, fajnych znajomości, trochę pośpiechu, mało wysiłku, a gratis: morze, plaża, koncerty, imprezy. Z tej drugiej strony relacja już niedługo :]

16 Komentarze więcej...

Fashioner - wersja II

dodany przez barbra-belt dnia 03 lipca 2010

Jest cudownie… codzienna plaża, relaks, koncerty, imprezy i odrobina mody. Czy może być lepiej ?? Jestem tak pogrążona w rozrywkowej, beztroskiej atmosferze, że nawet nie mam weny żeby napisać rozbudowaną relację. Nadrobię po powrocie, a tymczasem podrzucam fotkę z jednej z barwniejszych kolekcji tegorocznego Fashionera. Większość ubrań i dodatków jest tak piękna, że marzę żeby coś znalazło się w mojej szafie i pewnie się znajdzie :]

Pokaz Iskierka Sisters.

Pokaz iskierka sisters


11 Komentarze więcej...

Zdążyłam !

dodany przez barbra-belt dnia 02 lipca 2010

byłam, zdążyłam, widziałam, słyszałam !!! :D no i zepsułam aparat bo chyba nasypał się do niego piasek…

3 Komentarze więcej...

Postać półtragiczna…

dodany przez barbra-belt dnia 28 czerwca 2010

Już tylko kilka dni dzieli mnie od Opener’a, czyli w moim wydaniu od kultowego Fashioner’a. Pełna euforii weszłam na stronę festiwalu żeby przeanalizować line-up i entuzjazm opadł mi w sekundę. Otóż okazało się, że podczas najbardziej wyczekiwanego przeze mnie koncertu (Pearl Jam) będę dokładnie w połowie pracy tego dnia, czyli akurat będę maszerować (z załamaną miną tym razem) po wybiegu… Jeżeli nie uda mi się wyrwać i nie usłyszę tego kawałka na żywo to popadnę w stany bliskie depresyjnym.

Pearl Jam - Nothingman…


No cóż chyba muszę nastawić się na tę najmniej optymistyczną wersję wydarzeń (Barbra - realistka… to nowość).  Bez względu na to jaki okaże się scenariusz tegorocznego wyjazdu, jedno jest pewne - otworzy on mój miesięczny okres wakacyjny, dlatego siłą rzeczy będzie cudownie. Już czuję ten wakacyjny powiew… IDEALNIE :D

7 Komentarze więcej...

Po drugiej stronie…

dodany przez barbra-belt dnia 21 czerwca 2010

Sobotnie przedpołudnie - zazwyczaj nie istnieje dla mnie takie zjawisko, gdyż z pełną świadomością je przesypiam. Jednak w ten weekend było inaczej, ponieważ musiałam stawić się na przygotowaniach do pokazu. W sumie ,,musiałam” nie do końca tu pasuje bo przecież nikt nie kazał mi tam być, ale kiedy mam do wyboru spanie lub niespanie to na usta ciśnie się mus :P

Powodem tej zmiany w moim trybie weekendowym był pokaz jednej z polskich projektantek - Joanny Klimas. Projektantka, która ostatnio ,,reaktywowała” się po wielu latach nietworzenia (a przynajmniej nie publicznie) ostatnimi czasy powróciła na rynek. I bardzo dobrze bo projekty pochodzące z jej pracowni są w moim odczuciu BARDZO na tak. Przede wszystkim KLASYKA połączona z nowoczesnością i ekstrawagancją, ale w bardzo subtelny sposób. W kolekcji, z którą miałam styczność królowały góry z uniesionymi ramionami, oraz ołówkowe spódnice lub szerokie w biodrach, zwężane ku dołowi spodnie. PIĘKNE. Ciekawostką tej kolekcji jest dla mnie to, że zdecydowanie lepiej wygląda na żywo niż na zdjęciach. Ale chyba właśnie to mają do siebie ubrania, których siła leży w dobrych materiałach i  stonowanym charakterze, a nie w przeroście formy nad treścią.

Przed pokazem każdy zestaw dopracowany w szczegółach… Czuwało nad tym stado ludzi

dsc04989

Przed wyjściem na wybieg,  zaraz za kotarą, która oddzielała modelki od gości. Tradycyjna nerwówka bo jedna nie zdążyła się przebrać, innej rozpięła się bluzka, a jeszcze inna pomyliła wyjście. Stałe elementy każdego pokazu, nawet tego idealnie dopracowanego - tylko zazwyczaj widz nie ma o tym pojęcia :]

dsc04983

Barbara jak rusałka prawie przezroczysta :P Sunęłam po wybiegu z przyprawiającym mnie o stres trenem, który w każdej chwili mógł zaplątać się w za duże o 2 numery, bardzo wysokie szpilki - kolejny stały element każdego pokazu. A mimo to na twarzy spokój jakbym była wtrakcie  2-tygodniowego urlopu :P Bardzo delikatna, finałowa sukienka ślubna.

ja-suknia1
źródło: www.wedwoje.pl

Finał i zasłużony aplauz…

finalźródło: www.wedwoje.pl

I tradycyjne fotki poza wybiegiem, żeby sponsorzy mieli co pokazywać na swoich stronach internetowych w dziale ,,aktualności” :P

pokaz-razem

źródło: www.wedwoje.pl

Pokazy mody zawsze wyglądają na zewnątrz ładnie i bardzo harmonijnie. Natomiast to co dzieje się po drugiej stronie wybiegu zazwyczaj jest mocno stresujące i nieprzewidywalne. Tym bardziej ukłon dla wszystkich modelek świata (i projektantów, ze nie padają na zwał), które mimo tego wszystkiego mają kamienną twarz (nawet jak zgubią but, wypadnie im biust, lub wiedzą, że mają niezapięte spodnie - a wierzcie mi, że co druga Pani na każdym wybiegu ma którąś z tych przypadłości. I nie ma to nic wspólnego z kiepską jakością, czy niedopracowaniem - tak po prostu jest :]

Tak właśnie nie przespałam sobotniego przedpołudnia i nie przebyczyłam dnia oraz wieczora :]


43 Komentarze więcej...

Stolica kontrastów…

dodany przez barbra-belt dnia 15 czerwca 2010

Jeżeli mielibyście wymienić ulice, które najbardziej kojarzą się z Warszawą, to z pewnością w większości odpowiedzielibyście - Nowy Świat, Chmielna, Krakowskie Przedmieście (paradoksalnie). Wszystkie te miejsca kojarzą się w z rozrywką, miłym spędzaniem wolnego czasu, przyjemnym otoczeniem itd. Przy tym wszystkim nie ukrywajmy, że mogą być uznane nawet za miejsca prestiżowe bo w większości lokali nie jest tanio, nad czym ubolewam, cierpię, płaczę (piwko za 9-12 zł - terroryzm)

Tym bardziej zaskoczył mnie obrazek, który ukazał się moim oczom kilka dni temu. Między walką z komarami, a popijaniem zimnego piwka w doborowym towarzystwie ujrzałam TRAKTOR NA CHMIELNEJ.

dsc04978

Moje zdiwko było na tyle poważne, że szybko chwyciłam za aparat i uwieczniłam to zjawisko. Przypatrzcie się uważnie… Tabliczka - Chmielna, po lewej napis ,,Jedyne miejsce”, romantyczne oświetlenie, piękny wieczór, knajpki i TRAKTOR, który jak gdyby nigdy nic przejeżdża środkiem tej malowniczej uliczki, obok ogródków piwnych. Rozkoszowałam się tym oryginalnym widokiem - między innymi za to mam wielką sympatię do tego miasta - mnóstwo różnic, kontrastów i dziwnych zjawisk. Bezcenne :]

41 Komentarze więcej...

Sezon letni rozpoczęty…

dodany przez barbra-belt dnia 12 czerwca 2010

Tegoroczny sezon letni rozpoczął się w naszym pięknym kraju SPEKTAKULARNIE. Nie pamiętam kiedy ostatnio w czerwcu były aż takie upały. Przyznam, że trochę mnie to męczy, ale rekompensują mi wieczory/noce, podczas których nie muszę się martwić, że będzie mi zimno maszerując w sandałkach i sukience - bezcenne, a zdarza się niezbyt często, nawet latem. Przyznam, że upał generuje we mnie zachowania patologiczne jak na moją osobę. Otóż NIGDY nie chodziłam w mikroskopijnej wielkości sukienkach - eksponowanie nóg ewentualnie pozostawiałam krótkim, sportowym spodenkom bo to nie kojarzy się wyzywająco. Notorycznie świecę nogami podczas programów przekraczając swój limit wytrzymałości na te bardziej ,,gorące” stroje. Ale, że tegoroczny upał przygrzał mi chyba głowę wczoraj założyłam coś NAPRAWDĘ MAŁEGO.

dsc04975

Stworzyłam to z 2 czarnych topów (jeden służący za górę, a drugi za pierwszą spódniczkę), oraz spódniczki. Niestety na zdjęciu nie widać jak dynamiczny był ten strój - szara spódniczka była wyraźnie odstająca od czarnego spodu, który był maksymalnie przylegający do nóg. Do tego czarne koturny, czerwona torebeczka i byłam gotowa. W tym czymś najmniejszym na świecie wyszłam z domu - skandal :P Przynajmniej nie było mi aż tak bardzo gorąco, ale i tak BYŁO - dopiero koło północy można było oddychać znośnym powietrzem.

Do pełnego sezonu letniego przygotowuje mnie jak wiecie Aqua Aerobic, który mocną zainteresował tu zgromadzone, dlatego przybliżę JAK BYŁO. Kultowe uprzęże okazały się szerokimi pasami z elementami specjalnej gąbki, która nie pozwala się utopić, ale też nie gwarantuje w 100%, że się nie zanurzę - tym lepiej bo trzeba w to wszystko włożyć więcej energii. Trening trwał około godziny i był dużo przyjemniejszy od tradycyjnego aerobicu. Przede wszystkim będąc w wodzie nie czuje się tak bardzo napięcia mięśni i ich zmęczenia, dlatego od początku do końca można wykonywać ćwiczenia z pełną energią (o ile wystarczy tchu :P). Po wyjściu czułam, że ciało mimo wysiłku było totalnie wypoczęte, kręgosłup odciążony - bajka. POLECAM !

42 Komentarze więcej...