Opener 2017 – spełnienie pod mokrym niebem…

OPENER 2017. Co roku pytają mnie ,,Serio, mieszkasz na polu namiotowym? DLACZEGO?” . Co roku odpowiadam ,,bo uwielbiam!”. Podczas tej edycji Opener’a  warunki atmosferyczne nie były w 100% rozpieszczające, a mimo tego tę survivalową formę pokochałam  jeszcze bardziej. Nie wiem czym zaczarowały mnie przemoczone ubrania czy zwiewający namiot, ale jestem zwyczajnie zachwycona. Istota mojego festiwalu drzemie w czymś zupełnie innym niż same koncerty – festiwal to cały pakiet WOLNOŚCI. Tam i w tych warunkach mogę sobie odpuścić. Nie interesują mnie wygody, luksus, prestiż czy ocena mojej ,,stylizacji”, kiedy stoję w kolejce pod prysznic. Tutaj jestem w pełni sobą, bez żadnego bagażu, że MUSZĘ, że WYPADA, że NALEŻY.  To jest moje niezmącone nieczym TU I TERAZ.

Ludzie często patrzą na mnie i moje przyjaciółki z totalnym zdziwieniem. Wiedzą, że wszystkie mamy świetne prace, dzięki którym zgodnie z oczekiwaniami powinnyśmy zamieszkać w luksusowych apartamentach – może nawet każda w swoim. Ale w życiu nie przyszłoby nam to do głowy – po pierwsze dlatego, że nie jesteśmy durne, żeby mieszkać osobno :D Po drugie dlatego, że nasze spełnienie w te kilka dni w roku leży sobie spokojnie na materacu, z którego zeszło powietrze i maszerują pod nim mrówki. Survivalowe warunki i elementarne zagadnienia z cyklu ,,jak przetrwać” to  kolejne powody, dla których ten wyjazd jest kompletny i totalnie wspaniały, a nie jak myśli wiele osób – trudny i nie do zniesienia. Tak samo jak kochamy nasze aseksualne stylizacje ,,na cebulę”, z których mamy bekę latami i nasze śniadania na trawie oraz tarzanie się w sianie. To są nasze  nieidealne, a jednak perfekcyjne chwile. To są momenty, dla których my z własnego, świadomego wyboru PRAGNIEMY TAM BYĆ.

Jako ludzie kochamy się kategoryzować, oceniać, przyporządkowywać,  ja natomiast kocham za te schematy wychodzić. Kto powiedział, że ktoś kogo stać na wygody nie może spać pod gołym niebem i korzystać z toi toi’a idąc do niego w starym dresie? Tak nas zaprogramowano, że skoro mamy jakiś status to powinniśmy go POKAZYWAĆ, EKSPONOWAĆ, UDOWADNIAĆ bo to są nasze dowody sukcesu. Najlepiej niech będą to drogie produkty, mieszkania i samochody, żeby było jasno wiadomo. że jesteś LEPSZY, że Ci się UDAŁO. Bla, bla bla.  Dla mnie zabawniej jest schować mój ,,status” (czymkolwiek on właściwie  jest?) w namiocie, zmyć pod plenerowym prysznicem na kartki, a potem wytrzepać go pod sceną. To najbardziej kocham na festiwalowym  polu namiotowym – tam spotykają się wszyscy, w każdym wieku, z wielu krajów, o różnym ,,statusie”. Część z osób z palcem wiecie gdzie, może kupić sobie noclegi wszędzie, gdzie tylko  ten sam palec zatrzymają na globusie. Są i tacy, którzy przyjeżdżają z jednoosobowym namiotem, małym plecakiem i paroma konserwami licząc każdy grosz. I co? Wszyscy razem, solidarnie budzą się w błocie,  a potem wzajemnie dopompowują sobie materace, otwierają piwka i grają razem na gitarach. Tam jesteśmy wszyscy równi,  totalnie wyluzowani i nieszczególnie zainteresowani jaki ,,status” stoi za tą czy inna osobą oprócz tego, że jest z nami TU I TERAZ w kolejce do plastikowej toalety przeglądając line up :)  To jest tajemnica  tej słusznej koncepcji jaką jest FESTIWAL.

*

Wspaniałe jest to, że od moich czytelników już nie słyszę komentarzy zdziwienia. To znaczy, że wszyscy tutaj już dokładnie skumali o co mi chodzi – w każdym poście, w każdym artykule, w każdym przekazie. Już wiecie, że moje spełnienie, którym chcę Was zarazić leży w zwykłym życiu, czasem na własną prośbę porąbanym do granic wyobraźni. Do tego spełnienia nie potrzeba kupy kasy, luksusu czy metek – jest dostępne dla każdego i czasem wystarczy do niego świeże powietrze czy boska muzyka. I to jest piękne!

A jaki był koncertowo ten nasz Opener 2017? W tym roku aura nie była łaskawa, ale sceny były wypełnione takimi darami muzycznymi, że rekompensowały one wszystko. Światowy poziom koncertowy tego, co zaproponowali Foo Fighters rozwalił mi mózg. Przecież to tylko festiwal, więc wcale nie musieli, a jednak pokazali taką jakość, że zawstydzili wszystkich. Inni zaś z obiektów, które kompletnie mnie nie interesowały przerodzili się w totalną, energetyczną lub muzyczną inspirację jak Dua Lipa czy The XX. Moderat, James Blake czy Kiasmos już grali w mojej duszy dawno, ale teraz tak się tam rozsiedli, że długo nie wyjdą. BYŁO WSPANIALE. Mimo deszczu, mimo błota, mimo dołów, a nawet mimo  masowych, zagadkowych zatruć w strefie Jagermeistra czy przekrętów pracowników w punktach Master Card :D To tak na deser, żeby nie było aż tak słodko :P

Wróciłam kompletnie szczęśliwa, a idąc do domu wypowiedziałam do siostry zdanie ,,Wiesz Iza… ja to chyba mogłabym być hipiską” :D Jeszcze parę Openerów pod gołym niebem i wytatuuję sobie chyba logo tego festiwalu na czole, bo żadne inne wydarzenie w roku nie sprowadza mnie tak mocno do kontaktu z samą sobą, swoimi potrzebami i rzeczami, które dają mi kompletnie spełnienie. Ej, jestem taka szczęśliwa, że chyba tego nie wytrzymam :D

OPENER 2017 KOCHAM CIĘ !!!

IZA, ŻANCIA, ULA, AMPI – WAS KOCHAM JESZCZE BARDZIEJ !!!!! 

WSZYSCY TOWARZYSZE FESTIWALU –  JAREK Z OPENERA BARDZO PROSI, ŻEBY ZA ROK JUŻ GO NIE SZUKAĆ ;) 

 

 

 

PS Mam nadzieję, że byliście ze mną podczas licznych relacji na Instagramie, bo tam było… ekhm… kolorowo ;)

 

5 thoughts on “Opener 2017 – spełnienie pod mokrym niebem…

  • 04-07-2017 at 22:38
    Permalink

    Cudowny wpis:*

  • 05-07-2017 at 12:49
    Permalink

    Tylko do tego trzeba mieć charakter. To znaczy nie twierdzę, że ja go nie mam zupełnie, ale na pewno nie dotyczy on spania pod namiotem. Nie wyobrażam sobie tego, toitoi cały czas? Kolejka pod prysznic? Zimno? Chodziłabym marudna i wredna. Nie, do tego naprawdę trzeba mieć charakter. I Ty go masz.
    I trzeba mieć przyjaciół, do takich wyjazdów. I Ty ich masz.
    Ty czujesz wolność, mnie coś takiego by ograniczało. Swoje pod namiotem przespałam i nie powtórzę więcej tego.
    I nie, że się przejmuję, jak wyglądam, bo ostatnie dwa dni to najważniejsze było dla mnie, żeby było ciepło, co z tego, że wyglądam jak mały, puchaty czołg. Ale też nie każdy ma taką ładną buzię jak Ty i taką figurę :P Nie, że słodzę. Po prostu Ty bez make-up’u wyglądasz nadal ładnie, ja bez przestaję wyglądać ładnie. Dobrze, że rzęsy sobie zrobiłam, przynajmniej nie było kompletnie bladej ryby.
    Wyszło pesymistycznie nieco, a nie o to chodziło ;3 Zasadniczo strasznie przyjemnie się czyta i się robi tak „ciepło” na duszy. Ale odczuwam taką lekką zazdrość (ale pozytywną!), że masz coś takiego. I jednocześnie się zastanawiam, czy mnie czegoś nie brakuje właśnie w charakterze, że superszczęśliwa byłam podczas Openera, siedząc przed koncertami na balkonie naszego wynajętego pokoju, z czytnikiem w ręce, zagłębiając się w książki i owijając w chustę i spoglądając od czasu do czasu na Narzeczonego, którego „wysokie czoło” (bo nie powiem, że łysinka ;]) świeciło radośnie na czerwono, nim go uprosiłam, żeby posmarował kremem. I chciałam tylko jego, inni ludzie trochę fuj. Bo przychodzą i rozpieprzają wszystko i jeszcze trzeba na nich uważać ;]

  • 05-07-2017 at 18:20
    Permalink

    Marta… ,,mały puchaty czołg” :D <3 pewnie masz racje – moja strefa komfortu musi być mocno przesunięta :P Natomiast wydaje mi się, że każdy ma swoje sposoby na osiągnięcie pełni szczęścia i zadowolenia. Każdy dowolnie może sobie je dobierać. Nie mam monopolu na mówienie jak powinno być – mam monopol tylko na stwierdzanie co ja lubie najbardziej :D więc śmiało – żyj po swojemu! :D

  • 09-07-2017 at 15:08
    Permalink

    Hej!

    Ciekawy post, sympatyczne zdjęcia. I faktycznie przeczytałem więcej i „ładnie napisałaś” (nawiązując do przycisku -hehe dobre!) Fajnie, że nie jesteś snobką w przeciwieństwie co do niektórych gwiazd, które za każdym razem czy coachella czy opener zawsze wynajmują sobie mieszkanko. Mega respect za to! Ja wiem jedno, że potrafię być w niektórych kwestiach minimalistyczny, a większości kwestiach jestem mega oszczędny nie wydając pieniędzy za dużo i rezygnując z niektórych przyjemności, bo nigdy nie wiadomo co przyniesie czas w przyszłości. Więc jak będzie gorzej to wtedy jest czym się poratować.
    Ciekawie fajnie piszesz o tym jak to można być równym -tak to jest ważne. Bo obecnie wystarczy się przejść ulicami czy po galeriach że można spotkać ludzi bez empatii, zapatrzonych tylko na siebie. Jakby byli pępkiem Świata.
    Miło jest zagościć tutaj na blogu. Zapraszam również do siebie na instagram oraz blog FASHIONSEBA . Zachwyciła mnie twoja uroda i piękna figura – można by mnóstwo fajnych zdjęć zrobić. Chętnie nawiąże współpracę z Tobą. Może być nawet stała wykonując zdjęcia na blog czy fotorelację. Ostatnio zrobiłem zdjęcia zdjęcia z rozdania nagród konkurs kapeluszy na Służewcu, a wczoraj zrobiłem mini fotorelację Jessici Mercedes w sklepie Aldo :) Pozdrawiam serdecznie, Seba :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *